Temat: 223 tajemnicze geny u człowieka... skąd się wzieły...
Maciej K.:
Przybysze z obcej planety?
Wierzę że gdzieś we Wszechświecie są istoty rozumne, być może nawet rozwinięte cywilizajce, tylko że właśnie - są gdzieś. Kosmos jest tak olbrzymi że przebycie odległości np. kilkunastu miliardów lat świetlnych zajęło by tysiące jak nie miliony lat ziemskich. Jak przypuszczamy gatunek ludzki Homo Sapiens isnteje na Ziemi max 200 tys. lat, a więc stosunkowo do długości istnienia naszej planety bardzo krótko. Szansa na to żeby akurat w tym okresie czasu na naszą planetę przybyły inteligentne istoty spoza Ziemi jest bardzo mała. Nie neguję nikogo ale stwiedzam że prawdpodobieństwo świadomej ingerencji obcej cywilizacji w rozwój naszego gatunku jest mało prawdopodobny. Problemem jest zarówno odległość, ale przede wszystkim czas. Być może któregoś dnia spadł na Ziemię metoryt przynosząc bakterie pochodzenia pozaziemskiego które człowiek ówczesny przyswoił w pewien sposób i stąd te inne geny? Innymi słowy nieświadoma ingerencja z zewnątrz.
I tu się z Panem nie zgodzę. Oczywiście życie i cywilizacje na innych planetach może przybierać rózny poziom, na niektórych z nich mogą to być prymitywne jedno- lub wielokomórkowe organizmy, na innych może to być inteligencja na poziomie mniej więcej naszym (jeszcze nie całkiem gotowa do podboju najbliższego im kosmosu), a na jeszcze innych - ich mieszkańcy mogą nas technicznie i intelektualnie dystansować o dziesiątki, setki, tysiące, a może i miliony lat. Nie wiem czemu scptycy/naukowcy przytaczają nieodmiennie właśnie ten argument, że podróże międzygwiezdne "ufonautów" są niemożliwe dlatego, że pokonanie odległości na naszą planetę zajęłoby im setki, tysiące czy dziesiątki tysięcy lat. Otóż jest wielce prawdopodobne, że dla bardzo zaawansowanej cywilizacji naginanie/zaginanie/rozciąganie/zagęszczanie czasoprzestrzeni, wykorzystywanie "wormholes" (zapomniałem polskiego odpowiednika) czy czarnych dziur do przemieszczania się jest tak samo wykonalne, jak dla nas podróż promem kosmicznym, spacer po księżycu, albo wręcz lot samolotem. W takim przypadku podróż trwałaby niezwykle krótko. Zresztą teoretyczne modele takiej podróży istnieją już i na ziemi i nawet nie trzeba dysponować jakimś super-pojazdem, by się tak przemieszczać, byleby umieć odpowiednio przed sobą i za sobą zakrzywiać czasoprzestrzeń.
Dalej: gatunek homo sapiens istnieje ok. 200 tys. lat wedle oficjalnych datowań, w istocie może istnieć znacznie dłużej, choć przyznaję, że dowody na tę ostatnią tezę są jedynie pośrednie. Jak by jednak nie było, dlaczego uważa Pan, że w ciągu 200 tys. lat ziemi nie mogły odwiedzać istoty z innych planet (lub z przyszłości), niezwykle zaawansowane technicznie? Czas? Czy dla nas w tej chwili na przykład wyhodowanie myszy z ludzkim uchem na grzbiecie jest kwestią jakiegoś szalenie długiego czasu? A proszę pomyśleć, jakimi środkami technicznymi i wiedzą dysponują przybysze z niezwykle zaawansowanych technicznie "miejsc". Czy dla nich wielkim problemem czasowym (lub innym) byłoby "stworzenie" człowieka z jakiegoś "małpoluda" w bardzo krótkim czasie?
Polecam lekturę (na razie jest tylko po angielsku) książki autorstwa niejakiego Lloyda Pye, zatytułowanej "Everything You Know Is Wrong - Book One - Human Origin". Można mieć za złe (lub nie) autorowi, że w trzeciej części oparł się znacząco na książkach Sitchina (zresztą wcale tego nie ukrywa), ale najciekawsze są części pierwsza i druga. Autor, przytaczając argumenty, których nie sposób po prostu zbyć milczeniem (acz można się z nimi zgadzać lub nie) rozprawia się, czasem żartobliwie, zarówno z kreacjonizmem, jak i z darwinizmem, twierdząc, że ani żadne cudowne stworzenie (choć w micie o Adamie i Ewie jest pewne ziarenko prawdy), ani żadne przekształcenie się bezrozumnej bakterii w inteligentnego człowieka (nawiasem mówiąc darwiniści nie odpowiadają na pytanie, z czego wyewoluowała bakteria i czemu ona jest organizmem żywym - acz prymitywnym - a pierwiastki i związki chemiczne ją tworzące - nie), lecz właśnie ingerencja z zewnątrz jest przyczyną naszego istnienia.