Temat: Czy pieniądze są niezbędnym elementem sukcesu??
Niestety nie mogę się w pełni zgodzić z moimi przedmówcami - choć wiele z ich tez może być prawdziwymi.
Aby jednak dyskutować na temat sukcesu i jego korelacji z finansami należałoby najpierw pokusić się o definicję słowa "sukces". W przeciwnym wypadku wszelkie rozważania będą miały charakter jałowej dyskusji.
Moim zdaniem to czy pieniądze są elementem sukcesu zależy jedynie od śwaitopoglądu, widzenia świata (w coachingu mówi się na to "mapa") danej osoby.
Przykłady:
- dla kogoś sukcesem może być zdanie matury
- sukcesem może być urodzenie dziecka, założenie rodziny
- sukcesem może być również zgromadzenie określonej sumy pieniędzy
- sukcesem może być zdobycie pracy
- sukcesem może być realizacja swoich zainteresowań, hobby
- sukcesem może być realizacja swoich marzeń (i uprzedzam, że nie zależy ona zawsze od pieniędzy - lecz od definicji tychże marzeń)
Aby próbować odpowiedzieć sobie na pytanie "czy pieniądze są niezbędnym elementem sukcesu" proponuję odpowiedzieć najpierw na kilka innych porównawczych pytań:
- Czy George Bush osiągnął sukces?
- Czy Lech Kaczyński osiągnął sukces?
- Czy Jan Paweł II osiągnął sukces?
- Czy Matka Teresa z Kalkuty osiągnęła sukces?
- Czy Michael Jakson osiągnął sukces?
- Czy Janina Ochojska osiągnęła sukces?
Takie pytania można mnożyć...
Każdy powinien mieć swoją definicję sukcesu - jednakże na tę definicję ma często wpływ rodzina, znajomi - społaczeństwo, środki masowego przekazu. Dlatego też bardzo często nasza definicja sukcesu odzwierciedla w dużym stopniu oczekiwania społeczne lub tez pewien uzus większej części społeczeństwa, dla którego miarą sukcesu są pieniądze - to takie łetwe, bo mierzalne. Ale i tu czekają na nas pułapki:
- Czy sukcesem jest zarabiać 4000 miesięcznie?
- czy sukcesem jes zarabiać 10000 miesięcznie? idt, idt...
- Dla kazdego ta cyfra będzie inna, bo zależy od jego oczekiwań - często uwarunkowanych społecznie.
A jeśli przykładowo dla kogoś sukcesem są dochody 10000 miesięcznie - to co się dzieje kiedy zarobi o 1zł mniej (9999)? Niech każdy wyobrazi sobie swoją "kwotę sukcesu" i zapisze na kartce, a następnie odejmie 1zł (lub w innej walucie) i zada sobie pytanie: czy to dale jest sukces? Jeśli tak, to proszę znów odjąć 1 i znów szczerze zapytać samego siebie - i tak aż do momentu, kiedy już stwierdzimy definitywnie, że nie jest to sukces - zobaczmy teraz jak różnią się te kwoty i jak różni się nasza definicja sukcesu. Gwarantuję, że za 5-10 lat, te kwoty będą zupełnie inne (dużo miejsze lub większe w zależności od naszej wewnetrznej "mapy", która podlega ciągłym modyfikacjom).
To co napisał Władysław:
"twierdzenie, że pieniądze są nieważne bo coś tam - być może to sądy ludzi biednych mentalnie i materialnie, którzy już dostali informację z otoczenia, będącą nieprzyjemną z powodu tego, że otoczenie nie jest w stanie zaakceptować ich takimi jakimi są?"
- jest po części prawdziwe, ale z punkty widzenia i osądu otoczenia, które ma gromną moc wpływu na jednostkę - jednostka tak osadzona czuje się źle i wytwarza mechanizmy obronne, które jednakże również zawierają prawdę (abstachując od pobudek ich stosowania).
Tak więc:
-jeśli dla mnie celem życia jest zamieszkanie w starym domu z bali - gdzieś na głebokiej wsi, albo w Bieszczadach i sukcesem jest mieć "święty spokój" (szczególnie od naporu i osądów społeczeństwa) to do tego czszęścia wystarczy mi np. 400zł miesięcznie i to tylko dlatego, że obecnie handel wymienny nie jest stosowany na szerszą skalę i ekspedientaka w sklepie raczej nie sprzeda mi chleba za szklankę jagód.
Coraz więcej ludzi tak żyje (również z własnego wyboru) tylko o tym jest cicho, bo to takie niemedialne i jest w skrajnej sprzeczności z szeroko-społeczną definicją sukcesu, która i tak jednolita i dokładna nie jest.
Reasumując: - to ja decyduję czy osiągnąłem sukces, bo to ja określam (świadomie lub podświadomie) jego kryteria. A, że nie chcę lub nie potrafię oprzeć się wpływowi społeczeństwa na dobór tychże "moich" kryteriów - to już inna sprawa. Po głębszym namyśle może dojść do tzw. konfliktu wartości, ale to już dyskusja na inny temat...
pozdrawiam
Roman